środa, 22 października 2014

WSA: starosta giżycki nie miał podstawy prawnej do ustalenia opłaty ryczałtowej za udostępnienie informacji publicznej

30 września 2014 r. w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Olsztynie (sygn. akt II SA/Ol 773/14, opubl. Centralna Baza Orzeczeń Sądów Administracyjnych www.orzeczenia.nsa.gov.pl) zapadł wyrok w sprawie z mojej skargi na zarządzenie nr 18.2012 Starosty Giżyckiego w przedmiocie opłat za udostępnienie informacji publicznej oraz opłat za wydruk akt. WSA w Olsztynie stwierdził nieważność wydanego przez Starostę zarządzenia, jako że zostało ono podjęte bez podstawy prawnej i w sposób nieuprawniony nakładało na podmioty zewnętrzne „cennik” za udostępnienie informacji publicznej.
W marcu 2014 r. zwróciłem się do Starosty Giżyckiego z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej i przesłanie skanu wydanego pozwolenia na budowę pomnika w centrum Wydmin ewentualnie zgłoszenia robót budowlanych oraz dokumentów związanych z budową pomnika we wsi Zelki.
Starosta w odpowiedzi przesłał skan zgłoszenia robót budowlanych informując, iż nie wydano pozwolenia na budowę pomnika we wsi Wydminy. W drugiej części organ pozostawał bezczynny, ale po złożeniu skargi na bezczynność do WSA w tej sprawie, odpowiedział na drugą część wniosku. Jednocześnie zażądał na podstawie wydanego przez siebie w 2012 r. zarządzenia opłaty za udostępnienie informacji publicznej (0,24 zł za stronę skanu, kopii).
Po zapoznaniu się z treścią zarządzenia w obecności sekretarz powiatu Ewy Gudel, uznałem, iż zostało ono wydane bez podstawy prawnej, a starosta wydając zarządzenie działał z rażącym naruszeniem prawa. W związku z powyższym złożyłem Staroście wezwanie do usunięcia naruszenia prawa, które jest koniecznym elementem poprzedzającym złożenie skargi do sądu administracyjnego. Celem wezwania jest wyeliminowanie wadliwego aktu prawnego przez sam organ administracji publicznej bez konieczności ingerencji sądu administracyjnego. Niestety, starosta zlekceważył wezwanie i nie odpowiedział na nie pozostając w stosunku do mojej argumentacji bezczynnym. W związku z tym w terminie przewidzianym przez ustawę o samorządzie powiatowym wywiodłem skargę na ww. zarządzenie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie, którą zgodnie z ustawą Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi złożyłem za pośrednictwem skarżonego organu, tj. starosty giżyckiego. W skardze zarzuciłem staroście działanie bez podstawy prawnej, naruszenie art. 2 (zasada demokratycznego państwa prawnego), art. 7 (zasada legalizmu) oraz art. 61 (prawo dostępu do informacji publicznej) Konstytucji RP oraz odpowiednich przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz ustawy o samorządzie powiatowym. Podniosłem jednocześnie, że zarządzenie starosty powinno zostać poddane badaniu jego zgodności z prawem przez organ nadzoru, tj. wojewodę warmińsko-mazurskiego, w trybie art. 79 ustawy o samorządzie powiatowym.
W odpowiedzi Starosta wniósł o odrzucenie, ewentualnie oddalenie skargi. Podniósł tym samym, że zarządzenie starosty jest aktem kierownictwa wewnętrznego i jest skierowany do pracowników Starostwa. Wbrew moim twierdzeniom, starosta uznał, iż jego zarządzenie nie jest aktem generalnym i abstrakcyjnym, a pobieranie opłaty nie stanowi naruszenia Konstytucji ani ustawy o dostępie do informacji publicznej. Starosta stwierdził także, iż ustawa o samorządzie powiatowym do organów powiatu zalicza jedynie radę powiatu i zarząd powiatu.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie przychylił się do mojej argumentacji uznając, iż zarządzenie starosty jest aktem generalnym i abstrakcyjnym, oddziałującym na „zewnątrz” administracji, nakładającym obowiązki na obywateli. Uznał w związku z tym, iż zarządzenie to stanowi odpowiednik uchwały organu powiatu i w związku z tym podlega nadzorowi wojewody oraz kontroli sądowoadministracyjnej. Zdaniem Sądu, przyjęcie innego stanowiska prowadziłoby do złamania postanowień Konstytucji, a mianowicie prawa obywateli do sądu oraz zasady demokratycznego państwa prawnego. Sąd uznał starostę za organ powiatu, wywodząc, że za organ administracji publicznej starostę uznaje Kodeks postępowania administracyjnego. Wynika z tego, iż katalog organów powiatu określony w ustawie o samorządzie powiatowym nie jest katalogiem zamkniętym.
Sąd uznał także, że nazwa aktu prawnego nie może stanowić podstawy do uznania go za akt kierownictwa wewnętrznego. Jak podkreślił Sąd, „To treść aktu, nie zaś jego nazwa pozwalają określić jego cechy”.
Sąd podkreślił także, iż art. 34 ustawy o samorządzie powiatowym podany przez starostę w podstawie prawnej zarządzenia nie może regulować praw i obowiązków obywateli.
W kwestii merytorycznej Sąd uznał, iż starosta działał bez podstawy prawnej ustalając ryczałtowe stawki za dostęp do informacji publicznej. Jednocześnie Sąd potwierdził moje zarzuty dotyczące błędów proceduralnych w nałożeniu opłaty. WSA uznał: „jeżeli w wyniku udostępnienia informacji publicznej na wniosek podmiot obowiązany do udostępnienia ma ponieść dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia lub koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku, podmiot ten może pobrać od wnioskodawcy opłatę w wysokości odpowiadającej tym kosztom. Podmiot, o którym mowa w ust. 1, w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku, powiadomi wnioskodawcę o wysokości opłaty. Udostępnienie informacji zgodnie z wnioskiem następuje po upływie 14 dni od dnia powiadomienia wnioskodawcy, chyba że wnioskodawca dokona w tym terminie zmiany wniosku w zakresie sposobu lub formy udostępnienia informacji albo wycofa wniosek”. Urzędnicy Starostwa złamali postanowienia ustawy, ponieważ nie dokonali czynności przewidzianych przez ustawę, a udzielili informacji i w tym samym piśmie zażądali opłaty. Takie postępowanie na gruncie ustawy o dostępie do informacji publicznej jest niedopuszczalne. Co do opłaty skład orzekający uznał, iż brak jest podstaw do wprowadzenia opłat ryczałtowych – Sąd powołał się przy tym na wyroki innych wojewódzkich sądów administracyjnych i Naczelnego Sądu Administracyjnego. W tym miejscu zaznaczę, że Starosta miał możliwość zreflektować się i uchylić nielegalne zarządzenie, ponieważ w swoich pismach powołałem się na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie w sprawie ze skargi byłej przewodniczącej Społecznego Komitetu Obrony Szkoły w Talkach na tożsame przedmiotowo zarządzenie Wójta Gminy Wydminy. Starosta poszedł śladami wójta i poniósł w sądzie porażkę.
Sąd przyznał rację staroście uznając, iż ma prawo ustalenia opłat za wydruk aktów normatywnych, nie był to jednak zarzut podniesiony w skardze, nie kwestionowałem uprawnień starosty w tym zakresie. Sąd uznał jednak, że zarządzenie nie może pozostać w obrocie prawnym ze względu na opisane wcześniej nieprawidłowości i stwierdził nieważność zaskarżonego zarządzenia, z tego względu, że starosta wbrew obowiązkom wynikającym z ustawy o samorządzie powiatowym, nie przesłał wojewodzie warmińsko-mazurskiemu celem kontroli co do zgodności z prawem tegoż zarządzenia, które było aktem generalnym i powszechnie obowiązującym.
Nawiasem mówiąc, pomimo tego, że akt starosty rodził skutki dla obywateli, to nie został opublikowany w Biuletynie Informacji Publicznej Powiatu Giżyckiego.
Z tego względu Sąd uznał, iż zarządzenie nie podlega wykonaniu. Orzekł także na moją rzecz zwrot kosztów wpisu sądowego od skargi (300 zł).
Uważam jednak, że wiedza jaką posiadł starosta, członkowie zarządu powiatu i urzędnicy Starostwa jest dużo cenniejsza. Niestety, starosta giżycki nie chciał wcześniej wykorzystać zdobytej przeze mnie przez lata wiedzy z zakresu nauk prawnych oraz doświadczenia, jakie nabyłem w procedurach administracyjnych i sądowoadministracyjnych w gminie Wydminy.
Urzędnicy Starostwa zaangażowani w sprawę powinni więc podziękować za bezpłatną lekcję prawa samorządowego oraz dostępu do informacji publicznej oraz przeprosić za nielegalne postępowanie.
Dodam, że po wyroku Starosta Mirosław Dariusz Drzażdżewski pogratulował mi wyniku postępowania na portalu społecznościowym Facebook.com.
Cała sprawa uczy, że warto, aby obywatele korzystali z konstytucyjnie im zagwarantowanego prawa do sądu. Jeśli chodzi o sądy administracyjne (w PRL nie było wojewódzkich sądów administracyjnych), to oceniam ich działalność dużo lepiej i bardziej profesjonalnie niż sądów powszechnych, które wielokrotnie orzekały w podobnych sprawach inaczej w stosunku do różnych obywateli.